sobota, 21 lutego 2015

Rozdział 5


Leia

-Jestem siostrą Aarona.
W tym momencie mnie zatkało. Nie wiedziałam co robić. Wpuścić ją, czy zamknąć drzwi przed nosem bez wyjaśnienia. Wybrałam pierwszą opcję.
-Zapraszam do środka, wejdź-powiedziałam, po czym przepuściłam ją przodem.

-Może herbaty?-spytałam, gdy byłyśmy już w salonie.
-Nie, dziękuje-odparła.
Mogłam się teraz dokładniej przyjrzeć tej obcej mi kobiecie. Miała blond włosy, pewnie tlenione, brązowe oczy i nos, prawie identyczny jak u mojego narzeczonego. Niewysoka i szczupła. Jednak coś mi w niej nie pasowało.
-A więc kim tak naprawdę jesteś?-spytałam.
-Mówiłam już. Jestem Jennifer Ramsey, siostra Aarona.
-Nie wierzę Ci, Aaron nigdy nie wspominał o rodzeństwie.
-A może nie chce? Może bolą go wspomnienia? Jak dużo Aaron mówił Ci o swojej rodzinie?
-Wiem, że jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym, gdy miał 19 lat. Wychował się w biednej dzielnicy, ale nie narzekał na swoje dzieciństwo-odpowiedziałam.
-Czyli nie opowiadał Ci o nazym ojcu? Głupim pijaku, dla którego ważniejszy od żony i dzieci był alkohol. O tym jak bił nas,  gdy nie mógł znaleźć wódki, którą nasza matka chowała?
-Nie-powiedziałam. Byłam zdziwiona, że Aaron ukrywał przede mną takie rzeczy.
-A wiesz dlaczego? Może dlatego, że nie chciał Cię obarczać problemami? Ty taka idealna, piekna, mądra, z bogatej rodziny. Dziecińswo idealne. Może wstydził się powiedzieć, jakie on koszmary przeżywał, gdy był dzieckiem? Zastanów się nad tym!-jej głos cały przeszyty był emocjami, a ostatnie zdanie prawie wykrzyczała.
-Moje dzieciństwo nie było idealne-powiedziałam spokojnie.
-Tak? A niby co takiego strasznego mogło się stać?
-Nie będe się zwierzać obcej mi osobie. A teraz proszę Cię wyjdź z mojego domu.
-Z wielką chęcią - odparła, po czym wstała i skierowała się w stronę wyjścia.


Tego wieczoru w Londynie świeciło słońce, co zdarza się rzadko. Siedziałam więc na tarasie z naszym psem, gdy zadzwonił telefon.
-Tak, słucham
-Dobry wieczór. Tu Anne Palmor ze szpitala świętego Patryka.
-O co chodzi?
-Pan Aaron Ramsey odzyskał świadomośc.
-Zaraz tam będę- rozłączyłam się.


___________________________________________________________________________________


CZYTASZ+KOMENTUJESZ

Jak myślicie? Co będzie w kolejnym rozdziale?

czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział 4

*z pamiętnika Leii*


DZIEŃ 2.

Kochany Aaronie
Siedzę właśnie w twojej sali. Wpuścili mnie do Ciebie.
Nawet nie wiesz, jak wiele to dla mnie znaczy... Dotknąć twojej dłoni... Pocałować Cię w policzek...
Żałuję tylko, że nie zdajesz sobie sprawy z mojej obecności. Wciąż leżysz nieprzytomny, blady, zawieszony pomiędzy dwoma światami. Niebem, a ziemią. Życiem i śmiercią.


DZIEŃ 3.

Dzisiaj odwiedzili Cię koledzy z drużyny.
Uśmiechali się nieśmiało, ale czuć było to przygnębienie. Każdy był przybity.


 Leia


Siedziałam na podłodze z Benjaminem, oglądając nasze wspólne zdjęcia, gdy moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Powoli wstałam i poszłam do przedsionka.Nacisnęłam klamkę.
-Cześć - usłyszałam nieśmiały, damski głos.
-Hej, czy my się znamy? - spytałam się drobnej brunetki o niebieskich oczach.
-Jestem siostrą Aarona.


 *z pamiętnika Leii*

DZIEŃ 8.

Kolejny wieczór bez Ciebie. Tęsknie.


_________________________________________________________________________________

Równo rok. 
Dokładnie rok temu napisałam ostatni rozdział.
Obiecuje poprawe i prosze was o rozgrzeszenie.
Przepraszam
Nie popisałam sie zbytnio, ale obiecuje, następny rozdział będzie dłuuuuuższy :>

Zapraszam do komentowania.
Nawet nie wiecie jaką motywację daje nawet jedna opinia 
K.

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 3

*z pamiętnika Leii*

DZIEŃ 1
Dzisiaj to się stało.
Dzień, jak codzień, zaczął się normalnie. Wstałam, ubrałam się. Cieszyłam się z wczorajszego wieczoru. Z naszych zaręczyn. Nie było Ciebie w domu, poszłeś z Benjaminem po zakupy. Usłyszałam szczekanie, otworzyłam drzwi i zobaczyłam naszego psa.
Pewnie zerwał się ze smyczy-pomyśłałam. Nie przypuszczałam, że mogło się coś stać.
A jednak.

O 10,34 usłyszałam dzwonek do drzwi. Tak, pamiętam dokładnię tą godzinę. Ten dzień.
A więc 24 lutego 2013 roku o godz. 10,36 otworzyłam re przeklęte drzwi. Stało w nich dwóch policjantów.
-Dzień dobry- powiedział pierwszy z nich-Czy Pani nazywa się Leia Stradtfort?
-Tak, to ja. Czy....czy coś się stało?-spytałam drżącym głosem.
-Pani partner, Aaron Ramsey, miał wypadek. Leży w szpitalu świętego Patryka.
-Jadę tam. Muszę...
-Zawieziemy Pania-przerwał mi drugi-Nie może Pani prowadzić w takim stanie. Proszę wsiąść do samochodu.


Stałam przy szklanej szybie. Tylko ona odzdzielała mnie od środka sali. Leżałeś nieruchomo na łóżku. Cały w kablach, a wokół ciebie migało dużo ekranów.
Miałeś wstrząs mózgu. Przynajmniej tak mi powiedziano.
Jakiś pijany kierowca potrącił się na pasach. Odjechał. Przypadkowy przechodzień zobaczył Cię, udzielił ci pierwszej pomocy i zadzwonił po karetke. Gdyby nie to...
Po przyjeździe do szpitala od razu Cię operowano.
Leżysz w tej sali. Nikt nie wie czy coś słyszysz, czujesz, czy wiesz co się dzieje wokół. Nie wiadomo, kiedy i czy wogle się obudzisz.
Stałam i patrzyła, na ciebie. Stałam w ciszy. Czas mijał.
Sekunda za sekundą.
Minuta za minutą.
Godziny...

Około 17 przyszła moja mam. Wzięła mnie za rękę, zaprowadziła do samochodu i zawiozła do domu. Czułam się jak dziecko.
Jakże człowiek jest nikła istotą.
Przez całą jazdę milczałam.
Nie płakałam, nie przeklinałam, tylko milczałam.
Milczeniem okazywałam swój ból, smutek, żal. A może i złość? Złośc na tego przeklętego kierowcę.


-Zostanę z Tobą-powiedziała Agnes.
-Nie. Dzięki. Poradzę sobie.
-Na pewno?
-Tak-wysiadłam z samochodu i skierowałam się w stronę domu.

Dopiero gdzy zatrzasnęłam za sobą drzwi, mogłam przestać. Przestać milczeć. Płakałam. Krzyczałam. Zbiłam wazon.
Znów poczułam się jak dziecko. Bezradne dziecko. Ty tam spałeś, pośrodku kabli i monitorów, a ja nie mogłam nic zrobić.
Usiadłam na kanapie. Obok mnie położył się nasz pies. Płakałam wtulona w Benjamina.
Nie. Nie mogę już wytrzymać.
Podeszłam do resztek wazonu i wzięłam jeden odłamek.
Był ostry.Właśnie taki.
Powoli przejechałam krawędzią po ręce. Po chwili zaczęła lecieć krew.
Nie zdążyłam zrobić drugiej kreski, bo do środka ktoś wpadł.
-Drzwi frontowe były zamknięte, więc wszedłem tymi-powiedział szatyn* -Ej. Leia. Co ty robisz?
Poleciał szybko do kuchni, wrócił z bandażem i opatrzył mi ręke.
-Wojtek?
-To ja. Chodź tutaj-szepnął, po czym przytulił mnie mocno
-Boje się o Aarona.
-Ja też, ale będzie dobrze. Musi być dobrze.

________________________________________________________
Wróciłam z nowym rozdziałem.
Jednak was nie zaskoczyłam :c
Na stokach się wyszalałam i mam chęci do życia.
Wstąpiła we mnie nowa energia :)
A co tam u was?
Podoba wam się rozdział?
Jak myslicie? Co będzie dalej?
Wpisujcie się w zakładkę informowani :))
@ALFONSDZIWKI

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 2



Aaron


Wracałem moim mercedesem do domu, myśląc, czy mojej dziewczynie spodoba się prezent. Podjechałem pod nasz dom i wjechałem do garażu. Poszedłem do ogrodu i wypuściłem Benjamina-naszego psa, który pobiegł do drzwi frontowych i zaczął szczekać. Otworzyłem drzwi i zdjąłem buty. Jako, że burczało mi już w brzuchu, skierowałem się w stronę kuchni. Pierwsze co zauważyłem, to kartka przypięta do lodówki o treści:
Jestem z mamą. Zamów sobie pizze na obiad.
O 19 bądź u moich rodziców.
Kocham Cię.
Leia

Zerknąłem na zegarek, była 16.47. Mam ponad dwie godziny. Szybko przeszukałm stosik papierków na stole. Jednak po chwili zmieniłem zdanie. Zrobię sobie sam jedzenie. Wybór padł na naleśniki.
Przepis:
300g mąki
0,5l mleka
4 jajka
Mleko i mąke wymieszać mikserem, dodać i jajka i jeszcze raz wymieszać, aż będzie jednolita konsystencja. Wlać odpowiednią ilość ciasta na patelnie.

Zrobiłem wszystkie czynności krok po kroku. Po 10 minutach już miałem kilka ładnych amerykańskich pancakes. Przeszukałem lodówkę i wyjąłem dżemor truskawkowy. Po zjedzeniu poszłem na górę się ogarniać.


18,51
Podjechałem pod dom rodziców Leii. Była to duża willa na obrzeżach miasta. Białe okna i duże drzwi, w stylu amerykańskim. Przed domem było już kilka samochodów, ponieważ była to impreza dla znajomych i rodziny. Nie wiem na ile osób, ale pewnie na sporo. Zadzwoniłem do drzwi. Otworzył mi John-ojciec Leii.
-Dzień dobry wieczór-przywitałem się.
-Witaj Aaronie
-Solenizantka już w domu?-uśmiechnąłem się.
-Nie, jeszcze nie ma, wejdź.
W środku było już całkiem sporo ludzi.
-Możemy porozmawiać na osobności?-skierowałem pytanie do Johna.
-Jasne, chodź na piętro.
-Chciałbym Pana prosić o ręke Leii. Bardzo chcę się z nią ożenić i wspólnie założyć rodzinę. -zacząłem, gdy byliśmy na osobności.
-A więc chcesz się jej oświadczyć, czy może już to zrobiłeś?
-Mam zamiar to zrobić dzisiaj.
-A pierścionek masz?
-Oczywiście-powiedziałem, szukając w kieszeni pudełka z ukrytym w srodku skarbem-Gdzieś tu był. Niech Pan chwilę poczeka-poprosiłem.
-Mów do mnie tato, synu.
-W takim razie poczekaj chwile tato.
Ehhh, gdzie jest ten głupi pierścionek?
-Pewnie zostawiłem go w samochodzie-powiedziałem-Zaraz wracam.
-Zostaw go. Nie muszę go widzieć. Ważne, żeby Leii sie podobał.A teraz wracaj,y na dól. Zaraz wrócą nasze dziewczyny.
Zeszliśmy na dół i akurat w tym samym momencie wróciła Leia i Agnes.
-Wszystkiego najlepszego-krzyknęli wszyscy goście.
Agnes, matka mojej dziewczyny popłakała się. Potem, jak to na przyjęciu wszyscy jedli, pili, tanczyli i bawili się.
Kiedy nikt noe zauważył porwałem Leię i zabrałem ją do ogrodu.
-Zimno tu-powiedziała, na co dałem jej swoją marynarkę.
-Leia, chciałem porozmawiać o nas.
-Mam się bać?
-Nie, chyba nie. Chcę tylko spytać-uklęknąłem-czy chciałabyś zostać moją żoną? W tym momencie powinienem podarować Ci pierścionek, ale zostawiłem go w domu-w oczach Leii pojawily sie łzy.
-Oczywiście, ze tak-uśmiechnęła się-Tak, chcę zostać twoją żoną.
Przytuliłem ją mocno i pocałowałem. Byłem najszczesliwszym mężczyzną na Ziemi.
-Wracajmy do środka-powiedziałem, gdy włączyły się zraszacze do trawnika.Nie wiem po co to komu potrzebne w Londynie, w Angli, gdzie ciągle pada, ale jak kto lubi.
Tymczasem w domu, zabawa trwała w najlepsze. Razem podchodzilismy do różnych znajomych, trzeba poznac przyszłą rodzinę.
-Chciałbym coś ogłosić-powiedzialem głośno, stukając łyżeczka w kieliszek-Leia i ja zamierzamy się pobrać-objąłem ramieniem moją wybrankę.
Zauważyłem, że Agnes znowu się rozpłakała. Podeszła do nas i przytuliła nas.
-To najlepszy prezent, jaki mogłam dostać. Moja jedyna córeczka szczęśliwa. Daję wam swoje błogosławieństwo.

...

Po przyjęciu, wróciliśmy do domu.
-Poczekaj tutaj chwilę-powiedziałem i pocałowałem moją dziewczynę, sory narzeczoną w policzek.
Pobiegłem szybko na górę, do sypialni, gdzie na komodzie leżało małe pudełeczko. Wróciłem do salonu, gdzie siedziała na kanapie.
-Zamknij oczy i podaj mi ręke-poprosiłem.
Wyjąłem pierścionek i wsunąłem go na jej serdecznego palca.
-Możesz otworzyć oczy
Spojrzała najpierw na mnie swoimi głębokimi, brązowymi oczami, które ubóstwiałem. Potem podniosła ręke do góry i popatrzyła na biżuterię.
-Jest piękny, Dziękuję.


________________________________________________________

Nie jestem zadowolona z tego rozdziału
A wy?
Co o nim myślicie?
+prosze was bardzo, zakładka informowani czeka :D
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Pozdrawiam
@ALFONSDZIWKI

czwartek, 16 stycznia 2014

Rozdział 1



Leia


Otworzyłam oczy. Pierwsze co zrobiłam, to spojrzałam na budzik, stojący na szafce nocnej. Była 10:30. Już? Zerknełam na puste miejsce obok mnie. Aaron był już na treningu. A więc jestem sama, jeśli nie liczyć Benjamin'a, naszego owczarka niemieckiego. Powoli wygramoliłam się z łóżka. Słysząc ruch, przybiegł do sypialni nasz pies. Skoczył na mnie, prawie mnie wywalając.
-No już, piesku. Spokojnie-powiedziałam głaszcząc Ben'a, na co on radośnie pomerdał ogonem.-Zaraz zabiorę cię na spacer.
W ekspresowym tempie uczesałam się w kucyk i ubrałam dresy, bokserkę i bluzę, podczas gdy nasz pupilek czekal pod drzwiami, ja nakładałam na swoje nogi buty. Przez chwilę szukalam smyczy, a gdy ją wreszcie znalazłam wyszliśmy z domu.
Jak prawie każdego ranka skierowałam się w stronę Hyde Park. Naszą trasą były dwa okrążenia parku truchtem, a następnie spokojny powrót do domu.
Po 20 minutach już wbiegałam po schodach w kierunku łazienki. To teraz czas na ciepły, orzeźwiający prysznic. Szybko zdjęłam ubrania i z chęcią weszłam pod strumień wody. Kochałam to uczucie, gdy po porannej rozgrzewce z Benjaminem mogłam wziać jeszcze bardziej rozbudzającą kąpiel. Wyszłam z kabiny, nałożyłam szlafrok, a ręcznik owinęłam wokół głowy. Poszłam do kuchni i nastawiłam eksperes. Trzeba zjeść śniadanie. Jako, że jestem dietetyczką, wiem jaki to ważny posiłek.

Moje śniadanie:
2 kanapki z sałatą i plasterkiem mięsa
kawa

Gdy wstanę wcześniej, albo gdy Aaron nie ma treningu, jemy śniadanie razem. Dzisiaj niestety ma ćwiczenia przed jutrzejszym meczem z klubem Manchester United. Wieczorem idziemy do moich rodziców, ponieważ moja mama obchodzi dzisiaj 50 urodziny. Razem z moim bratem i ojcem organizujemy dla niej przyjęcie-niespodziankę. Moim zadaniem jest zabrać ją na zakupy. Taki babski wypad.
Nie śpiesząc się, poszłam do sypialni, ubrałam się, wysuszyłam włosy i zrobiłam makijaż. Uczesałam jeszcze włosy i wróciłam do kuchni, gdzie napisałam kartkę do Aarona o treści:
Jestem z mamą. Zamów sobie pizze na obiad.
O 19 bądź u moich rodziców.
Kocham Cię.
Leia

Wyszłam z domu i zamknęłam Benjamina w ogrodzie. Wsiadłam w samochód i pojechałam po mamę.


Aaron


Po skończonym treningu byliśmy już w szatni. Gadaliśmy, śmialiśmy się, no i oczywiście przebieraliśmy.
-Wojtek-zawołałem szukając wzrokiem polaka.
-Tu jestem-szatyn, wyłonił się z nicości.
-Jest sprawa-powiedziałem.


Staliśmy oboje przed ladą w sklepie jubilerskim.
-W czym mogę Panom pomóc?-spytała się kobieta stojąca po drugiej stronie.
-Ehhh, szukam pierścionka-odpowiedziałem.
-Jakiego?
-No nie wiem. Może z brylantem?-skierowałem pytanie do kolegi.
-Brylanty to najlepsi przyjaciele kobiety, a może to były diamenty? Sam nie wiem. Ale Leia pewnie się ucieszy z brylantu-uśmiechnął sie.
-No to w takim razie może jakiś z brylantem?
-Oczywiście. Zaraz panom pokaże-powiedziała, po czym zaczęła szukać wybranych pierścionków, w całej ich stercie. Naprawdę, było tam ze sto pierścionków. Po kilku minutach na ladzie leżało około dwadzieścia ozdób-Niech państwo popatrzą.
-Wojtek, który jest najładniejszy?
-Nie wiem, dla mnie wszystkie są takie same-odpowiedział kumpel.
-A który według pani jest najlepszy?-spytałem.
-A na jaką okazję chce Pan kupić pierścionek?
-Na zaręczyny
-W takim razie proponuje zobaczyć ten-powiedziała, po czym podała mi do ręki mały pierścionek z trzema niewielkimi kryształami.
-Co nim myślisz?-po raz kolejny poradziłem się kolegi.
-Nada się.
-Nie, nada się, tylko to ma być taki pierścionek, który będzie dla niej coś znaczyć.
-Nawet nie wiesz czy się zgodzi.
-Mam nadzieję, że tak. Jesteśmy razem już cztery i pół roku. Trzeba się w końcu ustatkować.Ten będzie idealny-podniosłem srebrny pierścionek z średniej wielkości diamntem. Nie wiem skąd wypatrzyłem go, ale bardzo mi się spodobał. Leia też powinna być nim zachwycona.
Kobieta wzięła ode mnie pierścionek, oderwała metkę i spakowała do pudełka. Potem przeszliśmy do kasy, gdzie za niego zapłaciłem niemałą sumkę.


_______________________________________________________________

A więc mamy pierwszy rozdział :)
Co myślicie o bohaterach? Dobrze zgadywaliscie?
Mam nadzieję, że wam sie podoba.

@ALFONSDZIWKI
Jeśli chcecie być informowani na tt wpiszcie się w zakładke Informowani

wtorek, 14 stycznia 2014

Prolog


Wsłuchaj się w moją historię.
Będzie to opowieść o dziewczynie, która woli zadawać ból sobie, niż innym.
Opowieść o jej chłopaku, urodzonym w niezamożnej rodzinie, krórego zna cały świat.
Opowieść o jednym z największych klubów w historii.
Opowieść o trenerze, który piłkarzy traktuje jak własnych synów.
Opowieść o mężczyznach, którzy są dla sb braćmi.
Opowieść o kibicach, którzy tworzą jedną, wielką rodzinę.
Opowieść o niespełnionych marzeniach.
Opowieść o miłości.